08-10-2025, 09:35

Jeszcze niedawno wydawało się, że temat bezpieczeństwa instalacji PV to sprawa zarezerwowana dla ekspertów i instalatorów. Aż do lipca, kiedy w podwarszawskich Ząbkach wybuchł głośny pożar. Kilka bloków zajęło się ogniem, a internet zalała fala postów i komentarzy, w których winą natychmiast obarczono fotowoltaikę. „Panele działały jak podajnik ognia!” – grzmiały wpisy udostępniane setki razy. Problem w tym, że na dachu budynku, który zapalił się jako pierwszy… wcale nie było paneli. Szybko zdementowano więc sensacyjne tezy, a eksperci mówili wprost: to klasyczny fake news. Ale ziarno niepokoju zostało zasiane. Bo niezależnie od tego, jaka była prawdziwa przyczyna pożaru, wątpliwość pozostała.
Czy instalacja PV może się zapalić? Co stanie się z panelami i magazynem energii podczas pożaru domu? Czy strażacy mogą bezpiecznie wejść do budynku, w którym działa fotowoltaika? To pytania, które coraz częściej padają na forach, w rozmowach z instalatorami, a także w mediach. I nie ma w tym nic dziwnego – im szybciej rozwija się rynek PV, tym bardziej rośnie świadomość zagrożeń.
Dla wielu właścicieli domów fotowoltaika jest „czarną skrzynką” – działa, produkuje prąd, ale mechanizmy, które stoją za jej funkcjonowaniem, są mało widoczne. Tymczasem media co jakiś czas podają informacje o pożarach instalacji PV, najczęściej w Niemczech czy Holandii, gdzie takich systemów jest najwięcej. Choć w rzeczywistości pożary instalacji fotowoltaicznych zdarzają się rzadko, sam fakt, że w grę wchodzi prąd stały o wysokim napięciu, budzi naturalny niepokój.
- Największe obawy użytkowników dotyczą dwóch sytuacji: pożaru oraz możliwości porażenia prądem w trakcie awarii. I rzeczywiście – w tradycyjnych systemach hybrydowych, wspartych magazynem energii, ryzyko dla strażaków było realne. Nawet po odłączeniu głównego zasilania, kable pozostawały pod napięciem, bo system traktował to jako awarię sieci i włączał zasilanie z baterii – wyjaśnia Mariusz Jackiewicz, Technical Support Manager w Solplanet.
To oznaczało, że nawet w budynku, który został odłączony od sieci, w instalacji wciąż mógł płynąć prąd. Dla strażaków gaszących pożar – sytuacja skrajnie niebezpieczna.
- Bezpieczeństwo to nie opcja – to fundament każdej inwestycji. Instalacja PV ma służyć przez 20–25 lat, a to oznacza, że powinna być nie tylko wydajna, ale też całkowicie bezpieczna dla użytkowników i służb ratunkowych. Dlatego priorytetem producentów urządzeń musi być rozwój rozwiązań ochronnych – dodaje Mariusz Jackiewicz.
Realistyczna sytuacja: dom płonie, a strażacy – w pełnym rynsztunku, z wężami i aparatem oddechowym – muszą wejść do środka. W teorii wystarczy wyłączyć prąd. W praktyce jednak instalacja fotowoltaiczna w połączeniu z magazynem energii wciąż generuje napięcie, nawet gdy sieć już dawno odłączona. To nie tylko ryzyko dla ratowników, ale i pułapka, o której wielu użytkowników w ogóle nie ma pojęcia.
Odpowiedzią na takie pytania są innowacyjne rozwiązania wprowadzane przez producentów inwerterów i magazynów energii. Np. Solplanet udostępnił użytkownikom swoich falowników hybrydowych funkcję NS Protection. Jej działanie? Z pozoru banalnie proste, a w praktyce – ratujące życie. Wystarczy jeden przycisk, zintegrowany z wyłącznikiem przeciwpożarowym, by całkowicie odłączyć wszystkie elementy instalacji PV: falownik, wyjście awaryjne i magazyn energii. I to nie tak „na chwilę” – odcięcie jest pełne, a system nie wróci do pracy, dopóki użytkownik lub instalator nie przywrócą go ręcznie.
– Wprowadzenie NS Protection to nasza odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na kompleksowe rozwiązania bezpieczeństwa. W odróżnieniu od rozwiązań konkurencyjnych, które często odcinają tylko wyjście awaryjne, ale pozostawiają baterię pod napięciem, NS Protection rozłącza absolutnie wszystko. To daje spokój właścicielom, ale przede wszystkim bezpieczeństwo strażakom – podkreśla ekspert z Solplanet.
Co istotne, system działa nawet wtedy, gdy podczas pożaru dojdzie do uszkodzenia przewodu prowadzącego do wyłącznika. Nie ma więc znaczenia, czy ogień przerwie kabel, czy wywoła zwarcie – NS Protection i tak zareaguje. To rozwiązanie zaprojektowane tak, by być niezależnym od czynników zewnętrznych i skutecznym w najbardziej ekstremalnych warunkach.
Drugim elementem instalacji PV wymagającym specjalnej ochrony jest magazyn energii. I on może zostać wyposażony w zintegrowany, automatyczny system przeciwpożarowy. Jak działa? W momencie, w którym temperatura ogniw przekroczy krytyczną wartość, aktywuje się specjalistyczny aerozolowy środek gaśniczy. W kilka sekund neutralizuje on źródło zagrożenia, zanim ogień zdąży się rozprzestrzenić. Dodatkowo nie wymaga żadnej obsługi ze strony użytkownika.
- Warto podkreślić, że nasze magazyny energii oparte są na technologii LFP (litowo-żelazowo-fosforanowej). To chemia znacznie bardziej odporna na przegrzewanie i samozapłon niż popularne ogniwa litowo-jonowe. Do tego nasze baterie pracują w środowisku stacjonarnym, gdzie nie ma wibracji ani ryzyka kolizji. Same w sobie są bardzo bezpieczne, ale mimo to dodaliśmy do nich zintegrowane zabezpieczenie, które działa całkowicie automatycznie – dodaje Mariusz Jackiewicz z Solplanet.
Taki system nie wymaga żadnych dodatkowych czujników ani integracji z systemami alarmowymi. Jest wbudowany w urządzenie i działa niezależnie.
Jeszcze kilka lat temu najczęściej zadawane pytanie brzmiało: „Ile paneli trzeba, żeby rachunki za prąd spadły do zera?” Fotowoltaika była wtedy traktowana głównie jako inwestycja w oszczędność. Dziś rozmowy instalatorów coraz rzadziej krążą wyłącznie wokół kalkulacji, a coraz częściej wokół innego, znacznie bardziej poważnego tematu – bezpieczeństwa.
To naturalna zmiana związana z dojrzewaniem rynku. Im więcej instalacji pojawia się na dachach polskich domów, tym większą wagę przywiązuje się do tego, co może wydarzyć się w sytuacjach awaryjnych. Pojedyncze incydenty – choć statystycznie niezwykle rzadkie – potrafią błyskawicznie obiec media społecznościowe i wywołać falę obaw. Właściciele domów zaczynają więc pytać nie tylko o wydajność czy zwrot z inwestycji, ale też o to, co stanie się z instalacją, gdy dojdzie do pożaru albo poważnej awarii.
Do tego dochodzi fakt, że coraz więcej osób inwestuje w magazyny energii i hybrydowe systemy zasilania. To prawdziwy krok w stronę energetycznej niezależności, ale jednocześnie – wyzwanie dla bezpieczeństwa. Trzeba bowiem pamiętać, że w takich systemach prąd płynie także wtedy, gdy sieć zostaje odłączona. To sytuacja, która bez odpowiednich zabezpieczeń może być niebezpieczna, zwłaszcza dla służb ratowniczych. A przecież w tle widać też kolejną falę zmian: coraz bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące ochrony przeciwpożarowej, które wymuszają na producentach podnoszenie poprzeczki.
– Dla nas to naturalny kierunek rozwoju. Instalacje PV są przyszłością energetyki rozproszonej. Ale żeby użytkownicy mogli w pełni zaufać tej technologii, muszą mieć gwarancję, że jest absolutnie bezpieczna. Dlatego funkcje takie jak NS Protection czy zintegrowany system gaśniczy w bateriach traktujemy nie jako dodatek, ale jako standard – podkreśla ekspert z Solplanet.
Bezpieczeństwo w fotowoltaice to temat, którego nie można bagatelizować. Jeśli jeszcze niedawno wystarczyło, że instalacja była wydajna i ekonomiczna, dziś musi być przede wszystkim bezpieczna. Bo co z tego, że dom będzie miał darmowy prąd, skoro w sytuacji awaryjnej zamieni się w potencjalne zagrożenie? Nowe rozwiązania wprowadzane przez producentów pokazują, że technologia idzie w stronę pełnej odpowiedzialności. Dają użytkownikom spokój ducha, a strażakom – pewność, że mogą działać bez ryzyka.
Artykuł został dodany przez firmę
Inne publikacje firmy
Podobne artykuły
Komentarze