Polska nie dysponuje wystarczającymi krajowymi zasobami biomasy, aby oprzeć transformację ogrzewnictwa na pellecie i drewnie – wynika wprost z analizy przygotowanej przez Departament Strategii i Analiz Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Dokument, który powstał jako załącznik do Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu do 2030 r., bardzo rzeczowo pokazuje szybko narastający problem z podażą biomasy, rosnącą konkurencję między energetyką a gospodarstwami domowymi oraz realne ryzyko dalszych wzrostów cen pelletu. Wnioski z tego dokumentu powinny zaalarmować MKiŚ i podlegający mu NFOŚiGW, tymczasem publikacja analizy przeszła w Polsce bez echa.
W ostatnich kilkunastu miesiącach obserwujemy znaczący wzrost zainteresowania wykorzystaniem biomasy stałej w ciepłownictwie i ogrzewaniu, któremu sprzyja objęcie dofinansowaniem kotłów na pellet i drewno w zmienionym Programu Czyste Powietrze oraz wzrost wykorzystania tego paliwa w większych jednostkach ciepłowniczych. Warto zadać pytanie, czy aby na pewno właściwie wydajemy pieniądze w Programie Czyste Powietrze nie tylko z perspektywy ochrony jakości powietrza, ale również z perspektywy bilansu podaży samego surowca, a konsekwencji także jego przyszłych cen.
We wspomnianym oficjalnym dokumencie Ministerstwa Klimatu i Środowiska czytamy, co następuje:
- „Polska nie ma wystarczających krajowych zasobów biomasy zrównoważonej, by realizować transformację ciepłownictwa w oparciu o biomasę drzewną.” (s.4)
- „Należy chronić rynek ogrzewnictwa indywidualnego przed presją ze strony przedsiębiorstw energetycznych. Dalszy wzrost zużycia biomasy drzewnej, w tym peletu, w zakładach energetycznych doprowadziłby do wzrostu popytu na to paliwo, a w konsekwencji również do wzrostu cen peletu dla odbiorców indywidualnych.” (ss.4-5)
- „Dominuje podejście silosowe – wiele podmiotów a nawet całe sektory gospodarki (np. ciepłownictwo), nie dostrzega szerokiego kontekstu wykorzystania biomasy na różne cele w gospodarce, prezentując podejście „ilość dostępnej biomasy jest wystarczająca do zaspokojenia naszych potrzeb”. Nie uwzględniają obecnej i przyszłej konkurencji o biomasę ze strony innych podmiotów.” (s.6)
Jak widać, Departament Strategii i Analiz MKiŚ zdiagnozował już problem niewystarczającej podaży biomasy stałej na potrzeby segmentu ogrzewania, co obrazują poniższe wykresy.
Rysunek 1. Łączny potencjał biomasy leśnej i zadrzewień. (s.21)

Czy sytuację może uratować wsparcie lasów prywatnych i drewna nieewidencjonowanego lub istniejąca jeszcze nadwyżka? Niestety nie, czego MKiŚ powinien na podstawie własnej analizy mieć pełną świadomość.
- „Należy podkreślić, że wskazana nadwyżka, która wynosi 2,7 mln m3 jest już w zdecydowanej większości zagospodarowana przez energetykę zawodową.” (s.23)
Może odpowiedzią będzie biomasa inna niż leśna i dofinansowanie jej rozwoju?
- „Warto także zauważyć, że nawet w okresie, gdy funkcjonujący w Polsce system wsparcia oparty na świadectwach pochodzenia (tzw. zielonych certyfikatach), który doprowadził do znacznego wzrostu zużycia biomasy w sektorze elektroenergetyki (lata 2005-2015), nie udało się w Polsce doprowadzić do rozwoju na szeroką skalę trwałych plantacji energetycznych. Natomiast udzielone wsparcie doprowadziło do znaczącego wzrostu importu odpadów pochodzenia rolniczego, np. łusek słonecznika z Ukrainy czy łupin orzecha palmy kokosowej z Malezji.” (s.29)
Rysunek 2. Zestawienie zrównoważonego potencjału biomasy pochodzenia rolniczego na cele energetyczne. (s.29)

Rysunek 3. Potencjał zrównoważony biomasy stałej na cele energetyczne – scenariusz WAM. (s.31)

Jakie zatem autorzy tego dokumentu wyciągają wnioski?
- „Nieuniknioną konsekwencją znaczącego zwiększenia zużycia biomasy drzewnej w transformacji sektora elektroenergetycznego i ciepłownictwa w Polsce byłby drastyczny wzrost popytu na drewno i wynikająca z tego presja gospodarcza na lasy i przemysł drzewny. Konieczne jest stworzenie skutecznego systemu weryfikacji wytwórców energii elektrycznej/cieplnej objętych obowiązkiem stosowania biomasy zrównoważonej, tak by zapobiegać wykorzystaniu drewna innego niż drewno energetyczne do produkcji energii w elektroenergetyce i ciepłownictwie, a także zabezpieczenie w pierwszej kolejności potrzeb odbiorców indywidualnych wykorzystujących biomasę (drewno opałowe lub pellety i brykiety) do celów grzewczych.
- Rysuje się poważne niebezpieczeństwo zaburzeń na istniejącym krajowym rynku biomasy, w szczególności na rynku drewna. Presja na przemysł drzewny jest obserwowana już dziś. Przy obecnym rozwoju krajowego przemysłu drzewnego, drewno – w szerokim ujęciu – nie może stanowić podstawy funkcjonowania rynku ciepłowniczego w Polsce, co najwyżej jedynie lokalnie może być uzupełniającym elementem małych systemów ciepłowniczych.
- Transformacja oparta na biomasie może się okazać niebezpieczną pułapką poprzez uzależnienie przedsiębiorstw energetycznych od importowanych paliw z biomasy. W sytuacji gdy, rynek krajowy oparty na zrównoważonych zasobach, nie pokryje w pełni rosnącego zapotrzebowania na biomasę, oznaczałoby to uzależnianie się od zewnętrznych źródeł dostaw i wejście na globalny rynek biomasy, który jest narażony na fluktuacje cenowe oraz zawirowania geopolityczne. Mogłoby to wpłynąć negatywne na konkurencyjność przedsiębiorstw oraz końcowych odbiorców energii/ciepła, a także suwerenność energetyczną i bezpieczeństwo energetyczne Polski.” (s. 34)
Miejmy nadzieję, że decydenci zapoznają się z analizą przygotowaną w lipcu ubiegłego roku przez własny dedykowany analizom departament i wyciągną z niej właściwe wnioski zatrzymując szybki wzrost wykorzystania biomasy w sektorze ciepłownictwa (indywidualnego i sieciowego), ale także w energetyce. W przeciwnym razie jesteśmy skazani na import biomasy stałej, a klienci (szczególnie posiadający indywidualne źródła ogrzewania oparte o odpady drzewne) na wzrost cen. Gospodarstwa domowe – zachęcone dotacjami w programie „Czyste Powietrze” – zainwestowały w kotły na pellet, a w sytuacji ograniczonej podaży biomasy i rosnącego zapotrzebowania ze strony energetyki zawodowej i dużego ciepłownictwa to właśnie odbiorcy indywidualni ponoszą dziś największe koszty decyzji. Ostrzeżenia departamentu MKiŚ przestają być prognozą – stają się doświadczeniem tysięcy użytkowników.